Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 078 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

wszystko o niczym...

poniedziałek, 29 lipca 2013 8:04

Nawet nie wiecie, jak wasze komentarze na mnie podziałały, cieszę sie, naprawdę się ciesze,że ten mój wier podobął się wam. mnoże teraz będę odważniej wrzucała na bloga jakieś swoje bazgrołki :)

O moich włosach nic nie wspominajcie bo zamierzam je obciąc, na tych zdjęciach i tak były już traszke skrócone, o dokładnie 10 cm, ale zamierzam jeszcze o połowę je skrócić. Są naprawdę bardzo zniszczone - stąd ta decyzja, wiem że będzie mi szkoda, ale z drugiej strony, chę jakoś wyglądać. Końsówki hmm, jakieś 20 cm są strasznie ciękie i popalone, od farby, prostownicy, suszarki... no niestety, czss się z nimi pożegnać.

 

Wczoraj nie mogłam spać i włączyłam sobie jeden z poleconych na jednym z waszych blogów film: "Ucieczka w milczenie" Żałóje że obejżałam, nie to że sie nie podobał,filmcałkiem dobry i polecam,ale przez niego miałam nieprzespana noc. wspomnienia wróciły, oglądając ten film w pewnym momencie miałam przed oczami Paule zamiast tej aktorki...  nie potrafie wyrazić teraz tego co czułam w momencie kiedy oglądałam ten film i wyjaśniało sie po mału co się stało. ale zachowanie głównej bohaterki, już nie pamiętam imienia, jej zachowanie bardzo przypominało mi zachowanie Pauli, s radosnej dziewczyny stała się zamkniętym w sobie i wystraszonym cieniem człowieka. Widziałam na własne co się z nią dzieje i dlaczego, widziałam jak cieżko jest jej żyć z ty co się stało i patrzeć na ludzi, którzy ją skrzywdzili...  z poczadku nie wiedziałam o co chodzi, dopiero potem kiedy się dowiedziałam, zrozumiałam dlaczego tak nagle sie zmieniła. A ten film pozwolił mi sie w czuć w położenie takiej osoby....  to dla mnie był naprawdę wstrząs.

 

Dzisiaj rano pobódka o 5.30 - burza, ja szybko wyskoczyłąm z łóżka ibrałam co miałam pod ręką i na ogródek po pomidory i bratki. Nie moga zostać na takiej ulewie bo znowu doniczki bedą tak zalane, że mi wkońcu pogniją korzenie. A bratkom i tak wymieniałam ziebnie, bo po ostatniej burzy, która była kilka tygodni temu to do tej pory ziemia nie obeschła i korzonki zaczęły gnić, więc ziemię wymieniłam na suchą i teraz pilnuje aby znów sie nie utopiły ;p Ale potrzebny ten deszcz, bo u nas taka duchota była,że nie dało się oddychac, ja to kilka razy musiałam użyć inchalatora bo myślałam, że sie udusze, strasznie ciężko mi się oddech łapało - mówię o sobocie.

 

A w piątek i wczoraj byłąm nad morzem znowu - korzystam z pogody. Opaliłam sie, uda mnie pieką, bo wczoraj skwar, ale przyjemnie było, woda lodowata, więc było gdzie się schłodzić. No ale niestety jak zwykle zapomniałam aparatu... A Michaś tak fajnie sie bawił w wodzie i budował z pichu, miał taaaaaaaaka radochę. A no bo byłam z tatą. Z chłopakami nie jezdzę, bo mnie wnerwiają fochy Oskara i ta cała Julka, która wszędzie się wpiepsza. Powiedziałam Oskarowi, że jak ma te swoje humorki jak baba w czasie menopauzy to ma mi sie na oczy nie pokazywać, bo tylko mi nastruj psuje i sie chyba obraził. Nikt nie wie o co mu chodzi. Ale za to z Kubą można sobie pogadać i powygłupiać się. A Michał to śpioch, nie wiem co oni w nocy robią, skoro on w dzień tyle śpi...

 

W sobotę rano to mi taką pobódkę zrobili,że nie wiedziałam czy mam się złościć czy się smiac i wybrałam ta druga opcję. Bo wparowali do mnie, nie wiem kto ich wpuścił, a moze poprostu zapomniałam drzwi na noc zamknac na klucz? Mniejsza o to... Wparowali do mojego pokoju i Kuba ugryzł mnie w udo, tak się wystraszyłam i z krzykiem się zerwałam, że z łóżka spadłam. A on się tłumaczy, że nie mógł sie oprzeć, bo tak apetycznie wygląda te moje udko, a on taki głodny...  A potem przeprosił mówiąc, że zapomniał, że nie lubie żartów.  I musiałam wytłumaczyć, że nie to że nie lubie, bo lubię, ale zalezy jakie, bo ten żart na przywitanie, kiedy mnie dorwali jak biegałam, to poprostu nie był trafiony - nie przemyślany... 

 

Zaproponowałam im sniadanie, bo soro mówił, że glony... a on mówi, że żartował, ale kawy chciał. Kazałam im iść do kuchni i poczekać aż się ubiore. Zrobiłam im kawę, Oskar jakiś nie w sosie jak zwykle, Michał z Kubą nabijają się z tego, Kuba to w ogóle tak sie rozkręcił, że chwilami musiałam go stopować bo przesadzał, a on tłumaczył sie tym, że tak mu sie spodobałam, że jego organizm sam wariuje... Zgadałam się z Kuba, a bo tak w ogóle to za tydzień wyjeżdzam w okolice Wrocławia, do rodziny Moniki - narzeczona taty. Zabierają mnie ze sobą, bo wiedza jak jak bardzo lubię - uwielbiam - kocham po zoo chodzić. A poza tym chcą żeby ktoś tez się zajął Michasiem...  No to więc jadę z nimi na 2 tygodnie :) No i się tak zgadałam z Kubą na ten temat, bo on we Wrocławiu ma siostrę i też miał do niej jechać. więc umówilismy się, że jak ja juz tam bedę i bedzie mi sie nudzić to mam zadzwonic i się razem ponudzimy ;p

Oskar coś tam mruczał, wiec najpierw spytałam się po co przyszedł skoro nic mu nie pasuje i potem to już tak jak pisałam wcześniej kazałam mu więcej nie przychodzić z takiki fochami. No i nie przychodzi, pod wieczór odwiedził mnie tylko Kuba, bo mu sie nudziło. Mówił,że Michał śpi, a Oskara lepiej omijać, bo za każde słowo można oberwać.  Jak się spytałam dlaczego, to mówi,ze on chyba zazdrosny, bo rano zanim przyszli do mnie to miał dobry humor i tez się przy śniadaniu śmiał z nimi, a jak przyszli do mnie i mnie obudzili to nagle zjebał mu się humor... 

Nic z tego nie rozumiem... i może nawet nie bede starała się zrozumieć. Przez to z jednej strony mam dobry humor, ale z drugiej jest mi przykro z jego powodu i wieczorami ja jestem sama i kdę się spac, to dręczy mnie to...

 

A dzisiaj rano jak tak wstałam wcześnie to zanim zjadłam śniadanie, to zaczęłam malować plakatówkami, tak jakoś mi się zachciało, zobaczymy co z tego wyjdzie ;p

wiem znowu się rozpisałam i nadodatek ta notka to takie pomieszanie z poplątaniem... wszystko niepokolei... ech ale już kończe, postaram sie pod koniec tygodznia - w piątek wyklikać jakaś notę, bo potem to jak wyjadę to raczej będe odcięta od kompa ;p


Podziel się
oceń
3
0

Tyle was było: (11) | Klawiatura nie gryzie :)

zwariowani...

czwartek, 18 lipca 2013 18:30

Na początek chce podziękować wszystkim za miłe słowa w komentarzach. Podnieśliście mnie troche na duchu. Sama nie wiem dlaczego jestem taka krytyczna dla samej siebie, ostatnio to mi sie nawet mojen długaśne włosy przestały podobać i myślę o obcięciu.

Notke miałam dodać rano ale wczoraj wieczorem miałam niezapowiedzianych gości, z którymi miełam jechać dzisiaj do Kłobrzegu. Więc chyba się już domyślacie kto był tym gościem. Troche mnie zdenerwował na powitanie, no ale czego tu sie nie wybacza przyjaciołom.
Ale napedził mi stracha, no ale może opowiem wam tą moją małą przygodę, za którą oberwał...

Pod wieczór jak zwykle wybrałam się pobiegać i tą samą trasą co zwykle. Jak już wracałam to zobaczyłam na drodze dwuch chłopaków przy aucie, ktrzózy się perfidnie gapili. To była taka polna droga, bo ja biegam nad takie jeziorko i spowrotem, więc jak tak się dziwnie poderzanie gapili to od razu przez mysl mi przeszły czarne scenariusze, jak ich minęłam to jeden z nich krzyknął za mną: ej lala i coś tam jeszcze, ale nie zrozumiałam, nie reagowałam, potem jeszcze raz wołali z propozycją żemnie podwieźć mogą, odmówiłam, mówiąc że wybrałam się pobiegaći wróc truchcikiem. Potym zapalili samochód i bardzo blisko podjechali i się odwróciłam, i w tym momencie jeden wyszedł i otwożył drzwi, a ktoś z tyłu mnie złapał w pasie i drugą ręką zatkał usta i chciał mnie na siłe do auta wciągnąć. Tak sie wystraszyłam, że zaczęłam sie tak szarpać i wyrywac, ugryzłam go w tą dłoń, kopnęłam chyba w noge, puścił mnnie i doprawiłam mu kopiąc go jeszcze, sama nie wiem chyba w krocze i z całych sił zaczełam biec, aby jak najszybciej do ulicy dobiec. Tylko śmiech usłyszałam za soba. A zanim dobiegłam do ulicy to się zatrzymała,, bo uświadomiłam sobie, ze to auto do którego chciano mnie wciągnąc, było znajome, bo Oskar takim jeździ, przez moment nawet go widziałam jak go kopnęłam, ale dopiero jak spory kawałek odbiegłam to zdałam sobie z tego sprawe. Nie wiedziałam czy mam sie wrócić czy iśc dalej do domu i poczekać na nich, bo byłam pewna, że przyjdą. Nie znam tych dwuch kolesi , którzy byli z nim, ale skoro podjechali na tą drózkę, to Oskar wiedział, że o tej porze tam bede, dlatego wiedziałam że i tak przyjdą do mnie. No ale po moich namysłach i tak już podjechali i Oskar wysiadł z głupią miną. Kazał mi nic nie mówić, bo już dostał za swoje, Tłumaczył,że to tylko był żart, że gdyby wiedział, że tak oberwie to by się sto razy zastanowił nad takim żartem.  Miałam ochotę jeszcze raz mu przywalic.... Ładny mi zart. Ja się naprawdę wystraszyłam, bo od razu przypomniało mi to co spotkało mnie kiedyś... normalnie cała się trzesłam przez jakieś pół godziny, to mnie jeszcze uspokajał. A tych dwóch to on przywiózł ze soba z Łodzi, jeden to jego kuzyn a drugi kumpel. A tacy wariaci z nich, że nie miałam siły się śmiać. Ech zapomniałabym. kuzyn to Jakub, a ten drugi to Michał, albo na odwrót...

 

Na jednym z blogów polecono książkę: Ciepłe ciała, obejrzałam film nakręcony na podstawie tej książki: Wiecznie żywy - polecam. Taki troche hmm... komediowy horror romantyczny - tak bym go określiła, chociaż nie było tam czego się za bardzo bać. Jedynie nie te zombi kojarzyły sie z horrorem. Bardzo fajny film. Prawde mówiąc podchodziłam nieco sceptycznie do tego filmu, bo wkońcu zombi - trup zjadający ludzi, na ogół niemyślący i bez uczuć - zakochuje się w dziewczynie i co ciekawe ze wzajemnością... No ale polecam, naprawdę mi sie podobał.

 

A i tak jak wspomniałam, dzisiaj rano mieliśmy jechac nad morze - wkońcu obiecano mi to. No i się umówiliśmy. No ale nie wiem skąd i po co i dlaczego akurat wczoraj wieczorem jak Oskar przyjechał, Julka wparowała.... ona to ma wyczucie. Akurat wtedy musiała przyjść z Dorotą. Jak zobaczyła Oskara to dosłownie rzuciła mu się na szyję... Oskar popatezył na mnie i powiedział, że to dopiero powitanie, a nie i zaśmiał się. Ja odparłam, że sam sobie jest winny, takiego a nie inego powitania z mojej strony. Usłyszałam o kołobrzegu i się wprosiła... Siedziała z nami w pokoju - nie wiem po co, chyba mi na złość. No ale trudno, no i w sumie nie pojechaliśmy nad to morze, dopiero jutro, albo w sobote, bo coś się z autem stało. Ale jak sobie pomyśle, że Julka ma jechać to mi się odechciewa...

 

To tyle...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

Tyle was było: (18) | Klawiatura nie gryzie :)

Nieszczęścia chodzą parami...

środa, 10 lipca 2013 12:54

Pech mnie znowu zaczyna prześladować. Jak to właśnie mówią: nieszczęścia lubią chodzić parami - to daje się zauważyć - Dorota zawsze chodzi z  Julką ha ha ha...

 

U nas na ulicy remontuja drogę, stare płyty powojenne wkońcu wymieniają na kostkę, no i będzie można jakoś przejsc normalnie, a ja oczyeiście musiałam sobie kostę skręcic, ale już jest dobrze i już nie boli - moge chodzić, zreszta zbbytnio nie przejęłam się tym bo biegać i tak biegałam,  tyle że lekko kuśtykałam ha ha...

 

Wczoraj pokusiłam się na czereśnie - wkońcu dojżały, a gałęzię są tak oblepione owocami, że wyglądają jakby to były kiście winogron. Weszłam na drzewo najwyżej jak się dało i zrywałam najczerwieńcze czereśnie. Dorota z Julką smiały się ze mnie, nabijały się, ze patrząc na mnie zaczynają wierzyc w ewolucję... Dosć sporo zazbierałam, ale jeszcze widziałam, ze jest dużo z drugiej strony drzewa czerwoniutkich - tam gdzie nie sięgnęłam wcześniej. Przyniosłam sobie drabinę i jak schodziłam to spadłam z niej, cała się potłukłam, mam zdarte ramię prawe i stłuczony również prawy policzek i jeszcze kolano gratis... ale dzisiaj i tak jeszcze wejde tam, bo chce zdążyć pozrywać te czereśnie póki deszcz nie pada, bo dzisiaj sie pogoda zaczęła psuc, a babcia moja i Michać tak jak ja uwielbiają  czereśnie, więc im zaniose.

 

Pytacie się co z Oskarem - nie wiem. Czasami popiszemy smsy, ale rzadko i to tylko pyta się co słychac lub co porabiam. Nawet nie wiem czy wrócił już z Łodzi do domu.

 

Pomału przyzwyczajam się do siedzenia w samotności - nie lubie tego, czasami tego potrzebuje, ale przez dłuższy czas miałam obok kogos z kim mozna było pogadać - nie chodzi mi o nikogo konkretnego, poprostu nie siedziałam sama... a odkąd skończyły się praktyki to ciągle siedze sama, chyba że pójde do taty i tam kilka dni siedziałam, ale już wróciłam so mamy, której i tak w domu nie ma... w domu jest jakby gościem... Dawid niby jest, ale ciągle z Dorota,więc to też jakby go nie było... ech, wiem rozżalam się... sorki postaram się tego nie robic. Ale tak jak mówiłam już sie pomału do tego przyzwyczajam.

 

Tydzień temu byłam z tata i Michasiem i jego mama nad morzem. Bylismy tam na wizycie u lekarza, ale przy okazji zrobiliśmy sobie spacer przegiem morza. michać był zachwycony piaskiem, chciał sieod razu rozebrać i wejsc do wody, była ciepła, ale powietrze chłodne... ale za to brał garściami piasek i wrzucał do wody i zierał ze mna małe muszelki. Jedno mi się spodobało - kataryniaż z papuzkami, jedna z nich brała od ludzi pieniążki do dzióbka i wkładała do pojemnika. Zrobiłam im zdjęcie:

 

 

DSCF1344.JPG

 chciałam jeszcze dorzucić takie na których ja jestem z Michasiem,ale nadal mam opory... sama nie wiem czemu.

Zastanawiam się nad przeniesieniem bloga na blogspota - ale jeszcze nie wiem, bo wkońcu tu dośc sporo bym zostawiła...

Pozdrawiam.

 

 


Podziel się
oceń
3
0

Tyle was było: (14) | Klawiatura nie gryzie :)

Pączusie

czwartek, 04 lipca 2013 7:04

Widze, że udział w konkursie był poraszką, no trudno, teraz przynajmniej wiem, że nadal lepiej nie pokazywać swojej twarzy na blogu....  Tylko 1 osoba zagłosowała. Że też dałam sie na to namówić, więcej nie posłucham nikogo - mam namyśli Gośki i Karoliny. W sumie moje zdjęcia były robione na szybko i nie były przemyślane... ech. Dobra konec z tym tematem, było minęło i nie wracajmy do tego.

 

Ja się nadal nudzę, ale przynajmniej teraz jest pogoda i mogę ponudzic się na dworze. Spaceruje sobie z Karoliną, jak dobrze, że już ogarnęła się z tego złamanego serca - znowu jest sobą. A tego jej dupka jak spotkamy to już wiemy co z nim zrobić - ha ha wymyślanie 100 różnych sposobów na zemstę w wydaniu Karci było naprawdę świetnym czasoumilaczem. Wyciągnęłam ją na bieganie, bo samej mi się nie chce ostatnio. Ale ona niestety stwierdziłą, że to nie dla niej i że już jej się to znudziło... więc nadal biegam sama. 

 

Z niecierpliwościączekam aż moje mini pomidorki dojrzeją. Takie małe krzaczki a tyle radości sprawiają Michaisiowi. Jak mnie zobaczy to pierwsze co, to pyta się o koktajlówki i powtarza, ze chciałby już je zjeść i że zje wszystkie... Michaś to chyba najlepszy mój pomocnik, jesli chodzi o ogródek to nie trzeba nic mu mówić, sam idie po swoją małą konewke, wybiera wodę z beczki i podlewa wszystko co sie da :)  Razem wychodowaliśmy bratki, ale chyba dopiero w przyszłym roku bedą kwitły, No ale nie bedę musiała kupować sadzonek, więc i tak się opłacało, a skoro mi się nudzi to grzebie trochę w ziemi i po mału przesadzam je. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie... 

 

Obiecałam wam przepis na pączusie, wyszły przepyszne, hmm... właśnie pomyslałam: dlaczego nie zrobiłam fotki aby wam apetytu narobić? 

 

Składniki:

50 dag mąki
5 dag drożdży
200 ml ciepłego mleka
2 łyżki rozpuszczonego masła
5 dag cukru
2 żółtka
szczypta soli
50 ml mocnego alkoholu

1 litr oleju do smażenia

 

Wykonanie:

1. Mąkę przesiać do dużej miski. Drożdże rozkruszyć rozetrzeć z łyżką cukru, połączyć z mlekiem, dodać 1 płaską łyżkę mąki i wlać do zagłębienia w mące. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na 20 minut.
2. Do wyrośniętego rozczynu dodać pozostały cukier, rozpuszczone niegorące masło, zółtka, alkohol, szczyptę soli i wyrobić z mąką na gładkie ciasto. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia przykryte ściereczką. Po tym czasie formować małe kuleczki i odstawić na posypanej mąka stolnicy do ponownego wyrośnięcia.
3. Smażyć pączki na rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor z obu stron. Wyjmować łyżka cedzakową i kłaść na papierowe ręczniki by wchłonęły nadmiar tłuszczu.

 

Życzę smacznego tym którzy bedą robic 


Podziel się
oceń
3
0

Tyle was było: (11) | Klawiatura nie gryzie :)

Niemozliwe

sobota, 29 czerwca 2013 15:00

Wczoraj obejżałam pewien film katastroficzny, na którym płakałam w każdym smutniejszym momencie. Niemożliwe - taki ma tytuł, naprawde warto go obejrzeć jeśli jeszcze nie widzieliście. Jest opary na faktach, opwiada o losach rodziny, która w roku 2004 przeżyła tsunami. Spędzali święta w Tajlandii, kiedy nagle nadeszła fala i zmiotła wszystko z powierzchni ziemi. Rodzina została rozdzielona i szukają siebie na wzajem. Film naprawdę poruszył mnie  i nie potrafię opisac tych empcji i wogóle nie potrafie opowiedzieć wam to co zobaczyłam, a nawet myśle, że nie ma to sensu, poprostu najlepiej samemu go obejżeć. Naprawde polecam. 

 

#   #   #

 

Chciałabym was poinformowac, że zgłosiłam się do konkursu, wiem,że nie mam szans, ale nigdy nie chciałam pokazywać siebie na blogu, ale jednak przełamałam się i wysłałam swoje zdjęcia, więc jeśli chcecie mnie zobaczyć, albo nawet zagłosować na mnie - za co byłabym wdzięczna - to zapraszam na blog Magdy: musicisall.bloog.pl ( nie wiem jak po tych zmianach wstawić link...) 

Z tego co zrozumiałam jutro chyba będą opublikowane zdjęcia wszystkich uczestniczek i bedzie można głosować. Nie wiem czemu sie tam zgłosiłam, bo nie zależy mi na żadnej wygranej...  Zdjęcia też są bylejakie, bo nie miałam pomysłu, a na dworze padał deszcze więc robiłam je w domu - sama - niech żyje samowyzwalacz ;p  ale przynajmniej wyprubowałam nowy aparacik.i jakos czas mi zleciał, bo się nudze... a dzisiaj mam zamiar zrobić pączki z nowego przepisu, jak wyjdą dobre to tu wrzucę przepis.

Dostałam znowu uczelenia, chyba za dużo nabiału jem ostatnio, tak mi smakuje ten dziurawy ser że nie jem nic innego do kanapek i teraz mam całe czoło w małych krosteczkach... ech trzeba się wybrać po recepte na maść. A skoro już wspominam o lekarzu to, przypomniało mi sie, że jestem po kolejnej wizycie u endokrynologa, biopsja wyszła dobrze, tzn, nie mam się o co martwić, ale guz jest spory i trzeba go wyciąć, jeszcze tylko musze zrobić badania krwi pod kontem tych hormonów tarczycy i jak będzie wszystko dobrze to moge się umawiać na operacje. Może wkońcu będę spała normalnie i przytyje troche, bo jeszcze troche to będę wyglądać jak wieszak na ubrania... 

Pozdrawiam


Podziel się
oceń
2
0

Tyle was było: (18) | Klawiatura nie gryzie :)

czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  11 492  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Nikola jestem :) mówią na mnie Szpila. Jestem zwykła nastolatką, a może niezwykłą, a raczej dziwną...

O moim bloogu

Coś na kształt pamiętnika :)

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

odwiedzane strony

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl